Upadek Tytanów
Kiedy pękną cyklopowe mury
I słońce zawiśnie nad pustą ziemią
Nie będzie ludzi którzy płaczą
Ani tych którzy się śmieją
Metaliczny pobłysk maszyn
Jeszcze chwilę pozostanie na niebie
Lecz wkrótce spadnie na dół
Wieczny pył zasnuje sklepienie
Horyzonty upadną w nicość,
Bieguny zamienią się miejscami
Pozostaną ostatnie ruiny
Które kiedyś były snami
Kiedy księgi rozpadną się w pył
Gmachy runą i przysypie je ziemia
Tylko ci którzy przetrwali
Będą mieli coś do powiedzenia
Pamiętają Złoty Wiek
I wszystkie cuda umysłu
Pamiętają jeszcze żywe słońce
Które teraz nieruchomo zawisło
To co dla mnie jest sekundą
Dla nich wiekiem zdaje się
To tylko zatrzymana klatka
Niedługo obraz poruszy się
Uruchomię maszynerię niebios
A wszystko odżyje jak Feniks
Jego pióra kryje złoty atrament
Przed ogrodem stoi wieczny obelisk
Odbudowiciel
26 tysięcy lat
Widoki które zmieniają nasz świat
Pełen cykl u świtu bram
O zachodzie wędruję sam
Liczę gwiazdy, mierzę ziemię
Niosę światło dla nowych plemion
Zbudowałem lwa i Pas Oriona
Matka Wszechrzeczy jest zaspokojona
Eony w przód, eony w tył
Zmierzam poprzez gwiezdny pył
Obrót koła początek i kres
Kres jest początkiem i on końcem jest
Słońce wschodzi tam gdzie zaszło
A zachodzi tam gdzie wzeszło
Widziałem wschód i zachód Oriona
A całe pokolenia odeszły
No comments:
Post a Comment