Kiedy pękną cyklopowe mury
Horyzonty upadną w nicość,
To co dla mnie jest sekundą
Uruchomię maszynerię niebios
26 tysięcy lat
C’mon people, people c’mon Walk with me together Into things unknown Into tribal sunrise hanging high above Valleys of your wisdom Mountains...
Ślizgamy się po wietrze, dryft chmury
o północy wietrzymy
powieki
oczy spozierają na dryft
po wietrze ślizga się głowa
otoczona czerwonymi gwiazdami
W lustrze druga głowa
żeńska, ta męska
spotykają się gdzieś w rzece ramion
w której kąpie się stary Hindus
i drwi z kapiących kropel
morza
One w końcu wypełnią rzekę, w której
wykąpią się gwiazdy
a Hindus na statku kosmicznym
wzniesie się gdzieś w Aldebaran
skąd przyszli bogowie i
reinkarnacja
To jednak nieistotne - co ważniejsze, to głowy
ślizgające się po wietrze
powieki skąpane w oceanie
i dusza przecięta mikroskopem
któryś naukowiec bardzo się nudził
odkrywając czas
Tutaj nie ma on znaczenia
nie mierzymy niczego
a rzeka ramion pozwala na kąpiel
czerwonym gwiazdom
poranka.
Arcylinearne pejzaże spływają
rzekami mózgu
ktoś modeluje narkotyki
wedle wizji trzeźwego malkontenta
I wszyscy są kontent
gdy babcia woła na kolację
nikt nie zbiera puszek
a kolega znów wywiesza Gołotę
Goło zrobiło się na dzielnicy
tagi to jedyna sztuka
zagubionych dzieci hip hopu
które myślą, że widziały wszystko
SeeTickets to nie rozwiązanie, krzyczy
sęp i kołuje nad dachami bloków
ktoś dzisiaj dostanie
manto.
Dla mnie nie ma różnicy między 15-letnim amatorem, który "eksperymentuje" bo nie umie ani komponować, ani grać, a artystą po Akademii z 15-letnim stażem eksperymentów. Ten pierwszy czasem robi ciekawszą sztukę.
Mechaniczna osobliwość drąży tunel w oceanie
Miłość powoduje luki w stugodzinnym planie
Brodaci mędrcy zasiadają na skrzydłach wszechświata
Nie liczą czasu bo nie istnieje
A kiedy podążają za erupcjami pętli światła
Zrobotyzowany mechanik dziko się śmieje
Mydło spływa po podłodze statku z przeszłości
Wszystko jest wszystkim w objęciach chaosu
Obudzimy dzieci straconego słońca błyskiem A
A kiedy powstaną uniosą ręce w prymitywnym hura
Maczugi zamieniono na kalkulatory i telefony
Skóry na garnitury i oczy na okulary
Nie nadajesz się do niczego bo jesteś stary
Powiedzą, że komunikacja jest zbyteczna do życia
Niewolnicy uwierzą w polityczne pomówienie
A kiedy ujmą sprawę jasno: wierzysz lub giniesz
Religia miłości wyda ostatnie tchnienie
Dymny pazur sięga po kalkulator liczy flary
Artyści odłożą pędzle, pióra i instrumenty
Wszyscy podążajmy za techniką i religią
I umierajmy nie wiedząc, po co przyszliśmy na świat
Wegetarianie siedzą obok nad sałatkami
Nie patrzą w okna bo ujrzą notatnik
Kiedy wszyscy mędrcy zgolą swoje brody
Dowiemy się, kto nadszedł ostatni
Stwórcy budowali piramidy, Baalbek i Babilon
Nie patrzyli w dół, bo wiedzieli że jest dobre
A kiedy mędrcy zgolili brody
Eksplozja wyniosła na piedestał dzikie hordy
Gińmy alfa gamma neuron
Gińmy alfa gamma neuron
Gińmy alfa gamma neuron
Matematyka definiuje z reguły niedefiniowalne
Ograniczone spojrzenie na świat
Kilka liczb nie zastąpi halo-tęczowego poranka
A teraz komputer liczy sobie tysiąc lat
Gińmy alfa gamma neuron
Gińmy alfa gamma neuron
Gińmy alfa gamma neuron
Wielki K unosi karzącą rękę nad naród neonazistowskich sług
I mówi wrzucę was do kwasu taka jest religia i będę mógł
Kapo w obozach narodzin oddychają tlenem skażonym cyjankiem
Kapsułki pełne kwasów drzew znikają za zębami i wnikają w tkanki
Pachnie jak w każdym polskim domu
Obudziłem się nad ranem
Ona jechała pociągiem
Włączyła kasetę Kyuss
Powiedziała: Mam ją od 30 lat.
Zaraz, przecież nie masz jeszcze 20.
Logika kurtyny zamknęła pięść
I pieśń pustyni zgasiła pociąg
Może był to zresztą autobus
Albo samolot
Gdziekolwiek można słuchać kasety Kyuss
Zdecydowanie jednak nie lokalny tramwaj
Było tam więcej ludzi
Ludzi-duchów
Czekających za kurtyną
Trochę martwych, trochę żywych, odmienionych w każdym razie
Serdeczniejszych
Pustszych
I cichszych
Ktoś z nich zadzwonił do mnie i powiedział
Wynajmij muzyków sesyjnych
Obudziłem się w przeświadczeniu, że to dobry pomysł
Pięść znów otworzyła się w kwiat
Rozjebany kwiat lotosu
I nagle pociąg stanął
Anioły uwolniły torowisko
Kyuss bębniło, a ona założyła skarpetki
Nie zdałem sobie wcześniej sprawy
Że żadne z nas tutaj nie miało butów
I w zasadzie chyba byliśmy nadzy
Ale nie miewam erotycznych snów
Chyba, że o kosmitkach
Zapomniany singiel z Barbarellą i Pin-Up Club
Zachęcająco migał w oknie
Obudziłem się
Ze snu w sen, jak pisał Poe
Z wiersza w wiersz
Z grafomanii w ciszę
Ostatni przystanek do ciszy
Wyłącz tą cholerną kasetę
***
Ktoś powiedział mi parę żyć temu
„twoje wiersze są o niczym”
a o czym miałyby być?
co tak szczególnego się dzieje?
kto tak szczególny się rodzi?
jaki temat nie schodzi
z bladego ekranu gazet i TV?
jeżeli dla kogoś „o niczym”
oznacza już „puls istnienia”, to dziękuję za komplement.
***
Z drugiej strony, pozdrawiają serdecznie
ocalone dłonie koneserów
rzucone wcześniej w bop
i czarno-białe filmy, teraz zapuszczają brody
i święcą się na proroków
beatu
świętych kanonicznych
aptek
tak, to modne w tym sezonie – polecają się
żurnale i ulotki zostawiane
pod drzwiami, wsuwane pod próg religijne uniesienia, dostarczane cyfrowo flesze
z drugiej strony, tak, z drugiej strony, pozdrawiają serdecznie odmłodzone monstra, przyklejone do warg gąbczaste kreatury, apostołowie bezrobotnych
pokoleń
kto zje z nami?
przepraszamy,
to nie nasza stylizacja
a, i Jezus opuścił budynek.
***
Z Krakowian czyta tylko
Sztaudyngera?
Trafiło ci się, kicia,
na frajera!
***
Izolować
Inwigilować
Wprowadzać
Wyprowadzać
Z biegiem lat nauczycie się tego i paru innych, najpotrzebniejszych rzeczy.
Siedząca praca to straszna męczarnia w upalne dni.
Figura wojskowa podtrzymuje niebiosa.
Ekspert stwierdza – dobry rocznik, zaprawdę smakowite.
Musisz go poznać, by nie zginąć w tej branży.
Biurokracja obrzezania.
Kandytat na snajpera otwiera okno z hukiem – oj,źle – niedobrze, niedobrze…
Ludzie są wyznacznikiem regionu, pamiętaj:
Inwigilować.
Myśl jest jak mleko dolane do kawy. A ty jesteś kawą.
Nie poznasz się na ulicy, łuczniku.
Brukowce nic ci nie powiedzą:
„obywatel K. został zamordowany wczoraj wieczorem w wyjątkowo brutalny sposób. Otóż sprawcy…”
„pani E. urodziła szóste dziecko i ma się dobrze…”
Spaliłeś zdjęcia?
Daj mi popioły, natychmiast – białą kliszę i coś do popicia.
Spóźniłem się na tramwaj
***
Jest druga
wypaliłem już wszystkie skręty
ślad nie został po koktajlowym zespole
w głośnikach wciąż pada deszcz
i kojot drży na wietrze
zupełnie jak w japońskiej
powieści
jemy winogrona, tańczymy w piasku
piszemy papierowe listy
i nic nie jest japońskie
winyl trzeszczy, to prawie jak
kominek
i wino się nigdy nie kończy
zaśpiewamy jeszcze kilka niemieckich piosenek
zadzwonię do wydawcy
zerżnę cię dwa razy
zapalę papierosa
a potem pójdziemy na tacos
*** (Peace go with you, Gil Scott-Heron)
Spóźniłem się na pociąg – towarowy odjeżdżał o drugiej – zabrał mnie na peryferie stert gołębi – zimnych, stalowych, spadały z nieba – obce gramatyki wlewały się uchem ścian i kaloryferów – nasłuchując oznak życia wśród resztek kłamstw i rezolucji, oddechu getta wśród klinicznie mankamentnych obietnic
białasa na księżycu, pluskiew w Białym Domu, tajemnych języków arabskiej muzyki
z pokoju obok.
Nowy biały poeta, poprawił płaszcz, przeszedł się nową czarną ulicą, i buty stały się białe, wódka czerstwa, chleb jutrzejszy – szron etykiety i kleru.
W twarzy zobaczył zero, a w lustrze swoje marne kochanki, których nawet wspomnienie sprowadza Deszcz.
Postawił kropkę znów nietamgdzietrzeba, odwodnił wątrobę i przespał się z popielniczką na łóżku wodnym Diany.
Nowy Czarny Poeta milczał dość długo.
Mam nadzieję, że mi uda się pomilczeć
nieco dłużej.
Z góry dziękuję,
Adam Jan Kaufmann
Andrzeja Mikołajczaka poznałem w 2010 roku, kiedy zaczynałem pracę nad moim debiutanckim albumem, "Second Hand Man" (Winyl/CD, 2011).
Andrzej pokazał mi jako pierwszy możliwości profesjonalnego studia nagrań. Choć z usług takowego skorzystałem właśnie tylko wtedy, i przy okazji nagrań z KakofoNIKT w 2017 roku.
Wolę domowe otoczenie.
Ale nie o studiach nagrań tutaj, a trochę o domowym nagrywaniu muzyki jeszcze będzie.
Jako nastolatek czytałem książkę Azerrada o Kurcie Cobainie i z niej dowiedziałem się o jego fascynacji The Beatles. Amerykanin urodzony kiedy wyszedł Sgt. Pepper zafascynowany dość nudnymi brytyjczykami. Ciekawa historia.
Każdy jednak jest w kogoś wpatrzony. Można powiedzieć, że na własną rękę wpatrzony byłem właśnie w Cobaina (urodziłem się 4 lata przed wydaniem "Bleach").
Wcześniej jednak, o wiele wcześniej, moja kochana mama puszczała mi z winyla płyty Czesława Niemena. Pamiętam, że jako dziecku szczególnie podobało mi się "Enigmatic".
Dzięki Andrzejowi poznałem Wojtka Kordę, który śpiewał w Niebiesko-Czarnych, tam gdzie zaczynał też nasz, potocznie zwany, "Czesiu".
Wojtek Korda okazał się nie tylko prawdziwą legendą rock'n'rolla, ale też niezwykle przyziemnym i sympatycznym człowiekiem, który jako pierwszy grał Hendrixa za Żelazną Kurtyną. Przekazał mi sporo wiedzy na temat magicznych lat 60-tych, porównał też mój songwriting do Zappy, Dylana, i Donovana, czym bardzo ułatwił mi "start w branży" - start o tyle zabawny, że nie w smak mi było gwiazdorzenie, i uciekłem w 2 lata po wydaniu debiutu do sypialni, by nagrywać tam co chcę, kiedy chcę, i w przysłowiowej dupie mieć recenzentów.
Albo to, albo Wojtek przeceniał mój talent. Ale w końcu taka legenda wie co mówi, a 4 lata później moją grę na gitarze skomplementował Chris Karrer i John Weinzierl.
Coś w tym więc musiało być, ale to już mam do siebie, że wszystkie moje płyty przepadają. Może dlatego, że mam niewielu (żywych) przyjaciół...
W każdym razie, do Czesia wracając, i Andrzej i Wojtek opowiadali mi o Niemenie. Stworzył się z tego portret człowieka, którego jako szczere dziecko odebrałem z płyty "Enigmatic", "Dziwny Jest Ten Świat" i "Sukces". Innymi słowy, Czesiu mnie nie zawiódł - często osoby, w które jesteśmy wpatrzeni, przy bliższym poznaniu okazują się dupkami. Z Czesiem na pewno by tak nie było. Równy gość, i ogromny talent. Nie miałem okazji go poznać, byłem za młody i za głupi.
Niech mu będzie dobrze, gdziekolwiek teraz "odkrywa nowe galaktyki".
Trudno kontynuować tradycję "gwiazd rocka" - ale, powiem szczerze, ani Andrzeja, ani Wojtka, nie odebrałem jako "gwiazd". Normalni goście z poczuciem humoru i miłością do sztuki.
Co tu więc kontynuować? No tak, dla kasy, to można wyolbrzymić i wyśmiać rock'n'roll (punk, gotyk), albo mu zaprzeczyć (avant rock, noise) - ale to i tak będzie "rock". Pokazać dupę (było), wypróżnić się na scenie (było), zrobić z siebie medialnego clowna (było)... A nie dla kasy?
Nie dla kasy, to mogę sobie na telefon nagrać "Płonącą Stodołę", jak Cobain "And I Love Her" i dbać o kontynuację ducha. Oczywiście Cobain nagrał na kasetę, ale ja nagrywanie na kasety też już mam za sobą. Łatwiej włączyć dyktafon. Nie słuchajcie mojej ogniskowo-punkowej wersji, jeśli Niemen jest waszym bogiem i niedoścignionym idolem - tu nie chodzi o "x factor" wokalu, pojedynki, wykony, Michała Szpaka, i inne gówna. Tu chodzi o ducha. Może kiedyś nagram "Stodołę" porządnie, kto wie, marzy mi się aranż na Mooga i orkiestrę. Ale najpierw czekam na 100.000PLN i zaproszenie do studia. Mam masę własnych piosenek i sporo wydanych płyt. Tych możecie słuchać spokojnie. Tylko po co, nie? Lepsza Sanah. Andele.
Karawan
Spokój
Cenię spokój… wypluwam kawałki zębów
resztki połamanego winylu
rozprawiam się z bestią
na kuchennym krześle
stroję banjo i uśmiecham się do zdjęcia
Amerykańskiej Poetki
robię kawę – śmierdzi benzyną, miasto
wtłacza się w żyły, pompka-pająk
rozbłyska zimnym elektrycznym światłem
kładąc cień na twarzy za oknem
gigantyczne oko zbiera dowody
szaleństwa – przeszukuje kartoteki
oddziały zamknięte
sterty pożółkłych notatników
cenię spokój… liczę kropli krwi
na meblościance
Emerytowany kurz
Nieznane flotylle wśród czarnej pszenicy
szerokoskrzydłe cygarniczki uśmiechu
teksańskie, nieśmiertelne panny, lśniące w kotarach handlu
stary statek, ponury towarzysz
obciążających myśli… rozbija powoli towarzystwo
groźnym wyrazem spadochronów
na wariackim powietrzu
ciała Indonezji skąpane w atramencie
policyjna rzeźba, tłumy w marmurze
odchodzą – emerytowany kurz
Cegła
Dobijam trumnę kolejnym papierosem
dokarmiam gołębie flakami duszy
śpię pod łuską skruszonej cegły, dobieram
kolory świtu, wydycham spaliny, wciągam brzuch
liczę na ostatni, trafny manewr – skalpelem mierzę
miasto, modlę się u stóp kamiennego Buddy
wliczonego w napiwek, skruszonego milczeniem
jak cegła, czytam kolejną książkę, kupuję kolejną
składankę Lennona, zadowalam się tanią bibułką
zawinę w nią nuty, odarte z bezdroży, pięknie
wypolerowane ciszą, prorocy nie muszą już
pisać po murach, nie muszą niewinni stawać
przed ogniem karabinów, rozprawiać o zmierzchu
z cichymi damami, szkolonymi w zasadach poezji
kuriozach dobrego smaku… nie muszą już nic,
nie musi już nikt…
Kapelusz buntownika
Fragment kapelusza kobiety
przetrawia zdawkowo pył
i cegły
wypluwa
słomkowy świt
spija powoli całuny gwiazd
z warg sromowych
nieba
zbierając miasto
we fragment pomnika
wschodnio-berlińskiego
getta
karmiąc szczury
choinką
śpiewa Dean Reed
i wszystko w porządku
po tej stronie
buntu
Tacos
Jest druga
wypaliłem już wszystkie skręty
ślad nie został po koktajlowym zespole
w głośnikach wciąż pada deszcz
i kojot drży na wietrze
zupełnie jak w japońskiej
powieści
jemy winogrona, tańczymy w piasku
piszemy papierowe listy
i nic nie jest japońskie
winyl trzeszczy, to prawie jak
kominek
i wino się nigdy nie kończy
zaśpiewamy jeszcze kilka niemieckich piosenek
zadzwonię do wydawcy
zerżnę cię dwa razy
zapalę papierosa
a potem pójdziemy na tacos
Graal
Jezus Chrystus urodził się w Lancaster, New Hampshire
z 33-letniego ojca
w drewnianej chacie bez wody i prądu
która nocą zapadała
w absolutną ciszę
była to sceneria
odpowiednia dla Mesjasza
matka zmieniła mu imię,
ale on i tak pozostał
małoletnim transwestytą
handlował prochami,
kradł
i włamywał się do porządnych
białych domów
grając na perkusji
“Jezusa w Nowym Jorku”
wkrótce nadeszli
teksańscy naziści
i narodziła się
córka
Graal pełen country
seksu
i Jima Beama
o którym nigdy
mieliśmy już
nie usłyszeć
W 2015 roku skontaktowałem się z Panem Gilbertem Artmanem celem przeprowadzenia z nim wywiadu. Oto, czego dowiedziałem się na interesujące mnie tematy.
Saksofony w Megapolis, geneza Urban Sax.
Pomysł zaangażowania saksofonistów do wspólnego projektu
powstał w wyniku komparacji występów muzyków, którzy niczym
szarańcza obsiedli perony metra. Miały one wiele cech wspólnych:
odbywały się zazwyczaj w małych lokalach lub kuluarach metra;
repetycja fraz muzycznych, wygrywanych po kilkakroć przez muzyków,
albo niesionych przez echo, sprawiając wrażenie próby zagadnięcia
przechodniów, którzy ukradkiem przysłuchiwali się melodiom
podczas swoich przechadzek.
Chcieliśmy stworzyć coś innego, niż
tradycyjny spektakl muzyczny, który składa się z orkiestry
stojącej na scenie, przodem do widowni. Naszym celem było
zaburzenie tego zwyczajowego sposobu konsumpcji muzyki, zwłaszcza
saksofonu, będącego kwintesencją muzyki rockowej i jazzowej.
Wychodząc z tego założenia, skupiamy się na walorach akustycznych
oraz obserwujemy, jak dźwięki przemieszczają się w przestrzeni.
Słuchacze znajdują się na skrzyżowaniu trajektorii melodii
granych przez muzyków rozmieszczonych w różnych punktach na sali,
które poprzez repetycje, łączą się w spójną całość.
W
rezultacie najważniejszym aspektem naszego projektu jest wybór
miejsca. Styl architektoniczny nie jest istotny, natomiast wybrana
lokalizacja musi być zamknięta, charakteryzować odpowiednią
akustyką i móc być wykorzystaną do celów rozrywkowych (teatr,
świątynia, odgrodzony rynek, cyrk…). Celem jest wykorzystanie
każdego centymetra przestrzeni.
Filozofia współczesnego kompozytora, Filozofia
występującego zespołu.
Od kompozycji, do
występu. Co się zmienia, a co jest ciągłe.
Kiedy mówi się o filozofii występu, to trzeba wziąć pod uwagę, że miejsce występu, czy odpowiedniość danej chwili może wpłynąć na kompozycję muzyczną i ją zmienić. To właśnie miejsce, rozmieszczenie muzyków i dźwięków w przestrzeni wpływa na końcowy efekt, podczas gdy choreografia, sceneria są dostosowywane do specyfiki lokalizacji.
Relacje kulturalne, wymiana doznań słuchowych.
Urban
Sax na świecie, ciekawe spotkania, wykłady.
Największym darem losu , który wyniknął z tego
przedsięwzięcia, są niewątpliwie spotkania z muzykami,
architektami, tancerzami, z którymi mamy przyjemność
tworzyć.
Zawsze fascynowała mnie muzyka rytualna, która dla
mnie jest zupełnie inna od spektakli muzycznych. Jest pełna
wirtuozerii, a zarazem intymna, brak w niej ekshibicjonizmu. Zawiera
natomiast pojęcia wspólnoty, rodziny, pewności…
Środowisko & Rozwój.
Od studia
do najbardziej interesującego miejsce występu.
Oczywiście, są różnice pomiędzy muzyką nagrywaną w studiu,
a muzyką graną na żywo. Nawet jeśli studio oferuje wspaniałe
możliwości, jeśli chodzi o precyzję i dźwięk, to nadal
ogranicza, gdyż źródło dźwięku jest zawężone do prostej
stereofonii ( z wyjątkiem stereofonii wielokanałowej).
W
przypadku ostatniej płyty, która została zrealizowana w
stereofonii wielokanałowej, odwzorowując ustawienia muzyków
podczas koncertów, mogliśmy oddać uczucie przestrzeni i
przemieszczania się dźwięków, tak jak są one odczuwane w
teatrze.
W celu wydania płyty winylowej (by zaspokoić nostalgię
za sprzętem analogicznym), dokonaliśmy redukcji stereofonii i
usunęliśmy niektóre partie, żeby zwiększyć przejrzystość
dźwięku. Jednak największym problemem nagrywania muzyki w studiu
jest konieczność zdefiniowania końcowego efektu, podczas gdy w
przypadku koncertów w ramach naszego projektu mamy większą
swobodę.
Do najbardziej interesujących miejsc należą
niewątpliwie miejsca najmniej prawdopodobne, czy wręcz trudne.
Mieliśmy raz okazję grać w elektrociepłowni w Lizbonie, przy
funkcjonujących maszynach. Była niczym katedra ku chwale XXI wieku,
a dla nas i dla publiczności było ogromną przyjemnością zmienić
ich miejsce prac, przywłaszczyć je w celach artystycznych. Innym
magicznym miejscem były ruiny Baalbek w Libanie.
1977.
Sprzeciw wobec, czy sojusz z
punkiem? Idea i estetyka pierwszego albumu.
Pierwsi krytycy używali sformułowania „Punk Zen”. Dla mnie ruch punkowy był zbawienny. Mogłem wkroczyć do świata muzyki, w okresie jazzu, gdy wydawało się, że wszystko w muzyce jest dozwolone i który, nadawał sens życiu. Niestety wkrótce ten wspaniały ruch, zasilany przez muzyków napływających ze Stanów Zjednoczonych, został zniszczony, zeuropeizowany, zintelektualizowany, stając się muzyką słuchaną i graną przez wąską grupę wykształconych miłośników. W końcu muzycy punkowi powrócili do tych dźwięków i tej pasji. Później w ten sposób wykształciła się muzyka techno.
Nowy album.
Dlaczego jest ważny?
Jest dla mnie ważny, ponieważ pozwala pokazać przyszłość, trochę jako powrót do korzeni.
Propozycje muzyki francuskiej według Pana Gilberta Artmana.
Nie słucham zbyt dużej ilości płyt, a jeśli to robię, to z
nostalgii. Mogę wymienić koncerty, w których brałem
udział.
Chciałbym wspomnieć o moim trochę szalonym dźwiękowcu,
który skonstruował organy z ognia i który wie, jak korzystać z
życia w wariacki sposób.
Miałam okazję brać udział w
koncercie grupy „We Free”, wspaniałego trio, wywodzącego się z
ruchu free jazzu, którzy teraz grają muzykę salonową, w której
jednak wszystkie dźwięki zdają się z tego salonu tryskać. Grają
z ogromną wiedzą i swobodą. Właśnie ta wiedza pozwala im na
wolność. Wspomniałbym także o swoim ostatnim koncercie, gdzie
poznałem trio wybitnych muzyków „Crashing Dolls”, których
jeśli miałbym z kimś porównać, to z Lydią Lunch, Diamandą
Gallas, Velvet Underground, belle epoque, Alanem Végą,
François-Robertem Lloydem albo Jacques’iem Remus.