Kiedy pękną cyklopowe mury
Horyzonty upadną w nicość,
To co dla mnie jest sekundą
Uruchomię maszynerię niebios
26 tysięcy lat
C’mon people, people c’mon Walk with me together Into things unknown Into tribal sunrise hanging high above Valleys of your wisdom Mountains...
Ślizgamy się po wietrze, dryft chmury
o północy wietrzymy
powieki
oczy spozierają na dryft
po wietrze ślizga się głowa
otoczona czerwonymi gwiazdami
W lustrze druga głowa
żeńska, ta męska
spotykają się gdzieś w rzece ramion
w której kąpie się stary Hindus
i drwi z kapiących kropel
morza
One w końcu wypełnią rzekę, w której
wykąpią się gwiazdy
a Hindus na statku kosmicznym
wzniesie się gdzieś w Aldebaran
skąd przyszli bogowie i
reinkarnacja
To jednak nieistotne - co ważniejsze, to głowy
ślizgające się po wietrze
powieki skąpane w oceanie
i dusza przecięta mikroskopem
któryś naukowiec bardzo się nudził
odkrywając czas
Tutaj nie ma on znaczenia
nie mierzymy niczego
a rzeka ramion pozwala na kąpiel
czerwonym gwiazdom
poranka.
Arcylinearne pejzaże spływają
rzekami mózgu
ktoś modeluje narkotyki
wedle wizji trzeźwego malkontenta
I wszyscy są kontent
gdy babcia woła na kolację
nikt nie zbiera puszek
a kolega znów wywiesza Gołotę
Goło zrobiło się na dzielnicy
tagi to jedyna sztuka
zagubionych dzieci hip hopu
które myślą, że widziały wszystko
SeeTickets to nie rozwiązanie, krzyczy
sęp i kołuje nad dachami bloków
ktoś dzisiaj dostanie
manto.
Dla mnie nie ma różnicy między 15-letnim amatorem, który "eksperymentuje" bo nie umie ani komponować, ani grać, a artystą po Akademii z 15-letnim stażem eksperymentów. Ten pierwszy czasem robi ciekawszą sztukę.
ODG197 : Adam Majdecki-Janicki / Zoneout
And on Bandcamp:
Mechaniczna osobliwość drąży tunel w oceanie
Miłość powoduje luki w stugodzinnym planie
Brodaci mędrcy zasiadają na skrzydłach wszechświata
Nie liczą czasu bo nie istnieje
A kiedy podążają za erupcjami pętli światła
Zrobotyzowany mechanik dziko się śmieje
Mydło spływa po podłodze statku z przeszłości
Wszystko jest wszystkim w objęciach chaosu
Obudzimy dzieci straconego słońca błyskiem A
A kiedy powstaną uniosą ręce w prymitywnym hura
Maczugi zamieniono na kalkulatory i telefony
Skóry na garnitury i oczy na okulary
Nie nadajesz się do niczego bo jesteś stary
Powiedzą, że komunikacja jest zbyteczna do życia
Niewolnicy uwierzą w polityczne pomówienie
A kiedy ujmą sprawę jasno: wierzysz lub giniesz
Religia miłości wyda ostatnie tchnienie
Dymny pazur sięga po kalkulator liczy flary
Artyści odłożą pędzle, pióra i instrumenty
Wszyscy podążajmy za techniką i religią
I umierajmy nie wiedząc, po co przyszliśmy na świat
Wegetarianie siedzą obok nad sałatkami
Nie patrzą w okna bo ujrzą notatnik
Kiedy wszyscy mędrcy zgolą swoje brody
Dowiemy się, kto nadszedł ostatni
Stwórcy budowali piramidy, Baalbek i Babilon
Nie patrzyli w dół, bo wiedzieli że jest dobre
A kiedy mędrcy zgolili brody
Eksplozja wyniosła na piedestał dzikie hordy
Gińmy alfa gamma neuron
Gińmy alfa gamma neuron
Gińmy alfa gamma neuron
Matematyka definiuje z reguły niedefiniowalne
Ograniczone spojrzenie na świat
Kilka liczb nie zastąpi halo-tęczowego poranka
A teraz komputer liczy sobie tysiąc lat
Gińmy alfa gamma neuron
Gińmy alfa gamma neuron
Gińmy alfa gamma neuron
Wielki K unosi karzącą rękę nad naród neonazistowskich sług
I mówi wrzucę was do kwasu taka jest religia i będę mógł
Kapo w obozach narodzin oddychają tlenem skażonym cyjankiem
Kapsułki pełne kwasów drzew znikają za zębami i wnikają w tkanki
Through atlantic pan sonic scultpures
dawning of fiction, fantasy writers
of Avalon
singing old tales of riders and mares
putting plots on Mars
or other familiar planets
for working class kids'
amusement
on swings, on
ladders, in sand
boxes
preparing for king parts in the
choose your queen
process
hey professor, you missed the last child
dreaming!
Through somatic light years of Alptraum
dawning of science, road one
when was it? I feel
that yesterday's still
learning; troubling pens
on widow wings
capturing Kodak
lines from the future, to memorize
progress
and introduce men
to technology lost
who?
what was it? sore telepathic idiot
broadcasting
Pachnie jak w każdym polskim domu
Obudziłem się nad ranem
Ona jechała pociągiem
Włączyła kasetę Kyuss
Powiedziała: Mam ją od 30 lat.
Zaraz, przecież nie masz jeszcze 20.
Logika kurtyny zamknęła pięść
I pieśń pustyni zgasiła pociąg
Może był to zresztą autobus
Albo samolot
Gdziekolwiek można słuchać kasety Kyuss
Zdecydowanie jednak nie lokalny tramwaj
Było tam więcej ludzi
Ludzi-duchów
Czekających za kurtyną
Trochę martwych, trochę żywych, odmienionych w każdym razie
Serdeczniejszych
Pustszych
I cichszych
Ktoś z nich zadzwonił do mnie i powiedział
Wynajmij muzyków sesyjnych
Obudziłem się w przeświadczeniu, że to dobry pomysł
Pięść znów otworzyła się w kwiat
Rozjebany kwiat lotosu
I nagle pociąg stanął
Anioły uwolniły torowisko
Kyuss bębniło, a ona założyła skarpetki
Nie zdałem sobie wcześniej sprawy
Że żadne z nas tutaj nie miało butów
I w zasadzie chyba byliśmy nadzy
Ale nie miewam erotycznych snów
Chyba, że o kosmitkach
Zapomniany singiel z Barbarellą i Pin-Up Club
Zachęcająco migał w oknie
Obudziłem się
Ze snu w sen, jak pisał Poe
Z wiersza w wiersz
Z grafomanii w ciszę
Ostatni przystanek do ciszy
Wyłącz tą cholerną kasetę
***
Ktoś powiedział mi parę żyć temu
„twoje wiersze są o niczym”
a o czym miałyby być?
co tak szczególnego się dzieje?
kto tak szczególny się rodzi?
jaki temat nie schodzi
z bladego ekranu gazet i TV?
jeżeli dla kogoś „o niczym”
oznacza już „puls istnienia”, to dziękuję za komplement.
***
Z drugiej strony, pozdrawiają serdecznie
ocalone dłonie koneserów
rzucone wcześniej w bop
i czarno-białe filmy, teraz zapuszczają brody
i święcą się na proroków
beatu
świętych kanonicznych
aptek
tak, to modne w tym sezonie – polecają się
żurnale i ulotki zostawiane
pod drzwiami, wsuwane pod próg religijne uniesienia, dostarczane cyfrowo flesze
z drugiej strony, tak, z drugiej strony, pozdrawiają serdecznie odmłodzone monstra, przyklejone do warg gąbczaste kreatury, apostołowie bezrobotnych
pokoleń
kto zje z nami?
przepraszamy,
to nie nasza stylizacja
a, i Jezus opuścił budynek.
***
Z Krakowian czyta tylko
Sztaudyngera?
Trafiło ci się, kicia,
na frajera!
***
Izolować
Inwigilować
Wprowadzać
Wyprowadzać
Z biegiem lat nauczycie się tego i paru innych, najpotrzebniejszych rzeczy.
Siedząca praca to straszna męczarnia w upalne dni.
Figura wojskowa podtrzymuje niebiosa.
Ekspert stwierdza – dobry rocznik, zaprawdę smakowite.
Musisz go poznać, by nie zginąć w tej branży.
Biurokracja obrzezania.
Kandytat na snajpera otwiera okno z hukiem – oj,źle – niedobrze, niedobrze…
Ludzie są wyznacznikiem regionu, pamiętaj:
Inwigilować.
Myśl jest jak mleko dolane do kawy. A ty jesteś kawą.
Nie poznasz się na ulicy, łuczniku.
Brukowce nic ci nie powiedzą:
„obywatel K. został zamordowany wczoraj wieczorem w wyjątkowo brutalny sposób. Otóż sprawcy…”
„pani E. urodziła szóste dziecko i ma się dobrze…”
Spaliłeś zdjęcia?
Daj mi popioły, natychmiast – białą kliszę i coś do popicia.
Spóźniłem się na tramwaj
***
Jest druga
wypaliłem już wszystkie skręty
ślad nie został po koktajlowym zespole
w głośnikach wciąż pada deszcz
i kojot drży na wietrze
zupełnie jak w japońskiej
powieści
jemy winogrona, tańczymy w piasku
piszemy papierowe listy
i nic nie jest japońskie
winyl trzeszczy, to prawie jak
kominek
i wino się nigdy nie kończy
zaśpiewamy jeszcze kilka niemieckich piosenek
zadzwonię do wydawcy
zerżnę cię dwa razy
zapalę papierosa
a potem pójdziemy na tacos
*** (Peace go with you, Gil Scott-Heron)
Spóźniłem się na pociąg – towarowy odjeżdżał o drugiej – zabrał mnie na peryferie stert gołębi – zimnych, stalowych, spadały z nieba – obce gramatyki wlewały się uchem ścian i kaloryferów – nasłuchując oznak życia wśród resztek kłamstw i rezolucji, oddechu getta wśród klinicznie mankamentnych obietnic
białasa na księżycu, pluskiew w Białym Domu, tajemnych języków arabskiej muzyki
z pokoju obok.
Nowy biały poeta, poprawił płaszcz, przeszedł się nową czarną ulicą, i buty stały się białe, wódka czerstwa, chleb jutrzejszy – szron etykiety i kleru.
W twarzy zobaczył zero, a w lustrze swoje marne kochanki, których nawet wspomnienie sprowadza Deszcz.
Postawił kropkę znów nietamgdzietrzeba, odwodnił wątrobę i przespał się z popielniczką na łóżku wodnym Diany.
Nowy Czarny Poeta milczał dość długo.
Mam nadzieję, że mi uda się pomilczeć
nieco dłużej.
Z góry dziękuję,
Adam Jan Kaufmann
Andrzeja Mikołajczaka poznałem w 2010 roku, kiedy zaczynałem pracę nad moim debiutanckim albumem, "Second Hand Man" (Winyl/CD, 2011).
Andrzej pokazał mi jako pierwszy możliwości profesjonalnego studia nagrań. Choć z usług takowego skorzystałem właśnie tylko wtedy, i przy okazji nagrań z KakofoNIKT w 2017 roku.
Wolę domowe otoczenie.
Ale nie o studiach nagrań tutaj, a trochę o domowym nagrywaniu muzyki jeszcze będzie.
Jako nastolatek czytałem książkę Azerrada o Kurcie Cobainie i z niej dowiedziałem się o jego fascynacji The Beatles. Amerykanin urodzony kiedy wyszedł Sgt. Pepper zafascynowany dość nudnymi brytyjczykami. Ciekawa historia.
Każdy jednak jest w kogoś wpatrzony. Można powiedzieć, że na własną rękę wpatrzony byłem właśnie w Cobaina (urodziłem się 4 lata przed wydaniem "Bleach").
Wcześniej jednak, o wiele wcześniej, moja kochana mama puszczała mi z winyla płyty Czesława Niemena. Pamiętam, że jako dziecku szczególnie podobało mi się "Enigmatic".
Dzięki Andrzejowi poznałem Wojtka Kordę, który śpiewał w Niebiesko-Czarnych, tam gdzie zaczynał też nasz, potocznie zwany, "Czesiu".
Wojtek Korda okazał się nie tylko prawdziwą legendą rock'n'rolla, ale też niezwykle przyziemnym i sympatycznym człowiekiem, który jako pierwszy grał Hendrixa za Żelazną Kurtyną. Przekazał mi sporo wiedzy na temat magicznych lat 60-tych, porównał też mój songwriting do Zappy, Dylana, i Donovana, czym bardzo ułatwił mi "start w branży" - start o tyle zabawny, że nie w smak mi było gwiazdorzenie, i uciekłem w 2 lata po wydaniu debiutu do sypialni, by nagrywać tam co chcę, kiedy chcę, i w przysłowiowej dupie mieć recenzentów.
Albo to, albo Wojtek przeceniał mój talent. Ale w końcu taka legenda wie co mówi, a 4 lata później moją grę na gitarze skomplementował Chris Karrer i John Weinzierl.
Coś w tym więc musiało być, ale to już mam do siebie, że wszystkie moje płyty przepadają. Może dlatego, że mam niewielu (żywych) przyjaciół...
W każdym razie, do Czesia wracając, i Andrzej i Wojtek opowiadali mi o Niemenie. Stworzył się z tego portret człowieka, którego jako szczere dziecko odebrałem z płyty "Enigmatic", "Dziwny Jest Ten Świat" i "Sukces". Innymi słowy, Czesiu mnie nie zawiódł - często osoby, w które jesteśmy wpatrzeni, przy bliższym poznaniu okazują się dupkami. Z Czesiem na pewno by tak nie było. Równy gość, i ogromny talent. Nie miałem okazji go poznać, byłem za młody i za głupi.
Niech mu będzie dobrze, gdziekolwiek teraz "odkrywa nowe galaktyki".
Trudno kontynuować tradycję "gwiazd rocka" - ale, powiem szczerze, ani Andrzeja, ani Wojtka, nie odebrałem jako "gwiazd". Normalni goście z poczuciem humoru i miłością do sztuki.
Co tu więc kontynuować? No tak, dla kasy, to można wyolbrzymić i wyśmiać rock'n'roll (punk, gotyk), albo mu zaprzeczyć (avant rock, noise) - ale to i tak będzie "rock". Pokazać dupę (było), wypróżnić się na scenie (było), zrobić z siebie medialnego clowna (było)... A nie dla kasy?
Nie dla kasy, to mogę sobie na telefon nagrać "Płonącą Stodołę", jak Cobain "And I Love Her" i dbać o kontynuację ducha. Oczywiście Cobain nagrał na kasetę, ale ja nagrywanie na kasety też już mam za sobą. Łatwiej włączyć dyktafon. Nie słuchajcie mojej ogniskowo-punkowej wersji, jeśli Niemen jest waszym bogiem i niedoścignionym idolem - tu nie chodzi o "x factor" wokalu, pojedynki, wykony, Michała Szpaka, i inne gówna. Tu chodzi o ducha. Może kiedyś nagram "Stodołę" porządnie, kto wie, marzy mi się aranż na Mooga i orkiestrę. Ale najpierw czekam na 100.000PLN i zaproszenie do studia. Mam masę własnych piosenek i sporo wydanych płyt. Tych możecie słuchać spokojnie. Tylko po co, nie? Lepsza Sanah. Andele.
Karawan
I've got all the colors of the tiger - sisters know it for fact,
brothers don't care, I love them like that... so many... so
stoned...vibrations of palm scented youth.
Where are you?
Brothers gave me roses, sisters came with a 45...whitey,
gotta take it, gotta beware...bourgeois forces want your
head...impaled on their plastic fence...exposed in a white,
cellophane window, for white fat kids to see...lawyers
want your work.
White cheap whores want your dick, preachers want your
soul. Cemeteries roar for your body.
The doctors want your brain, runners want your muscle.
You're the alien of derelict districts
they're all looking for...here, take this gun,
take acid. Lots of. Here's some tinned goods. Eat.
Here's wine. You've got to survive. Smoke this.
You'll see more clearly.
We're gonna pick you up real soon.
Just look at the sky...use your mind...use true
electric airwaves.
They're gonna come with their cameras, crosses, banners, angry flying fists
fighting for true religion. Blood and gold,
tobacco and liquor...the only true god...death at your door...
mostly Christians - blood remembers the spiller...
but you best ignore it. Write books. We might need them later.
Write music. We need a new anthem.
Stay stoned. Don't leave the apartment. It'll happen all by
itself...just watch...they'll never find you...your door has been
marked. The Airport has been closed. The Devil is kept in
chains.
Who are you?
We're Scythe to the White, Soul for all Colors...Listen...you're
one of us...bathe in this...bathe real long...you'll turn black and red and yellow
...you'll see the Night in all colors. We will recognize you.
Here, here is the piano...screw it electric.
Listen...I've come a long way - space was cold, but... colorful...magic
I've spend years of communion there...millions of years, while here,
down on the planet, the climate changed, infrastructures exploded,
architecture disintegrated into jungle...I had
to leave the city...
...of feathered snakes, anonymous pyramids in underwater sunlight...hey,
we were the nuclear light...look at the ceiba, black stone...Fifth Sun crying,
turning...ice melting slowly...This is Africa speaking, lost immaculate rose...
I've got a strange kind of feeling...it was neither an asteroid nor a giant bomb.
No idea...got high on the shroom...so beautiful...all those lights, orange horizons, distant ships talking,
falling to Earth...so psychedelic...so... deep...the birth of real
communication
take care, hold on to your coats...hold on to your homes...my face hurts a lot...
must be the cross of guilt...Three-colored Man in the Night... White Faced
Demon at Daybreak.
Enjoy it. That's all you've got. Hummingbird Morse Code
Colored Disguise.
...I'm off to X-Balba soon - lots of green land, parks,
spacious attics, no noise but guitars and scrapbooks
and water, water water...
Pure to change the Color.
I'm just digging in.
I've got all the colors of the tiger - truth is I'm a mindless
swan, headed for the void.
Wait. Dig in. Find means of escape.
Change into Tiger.
Live according to wavelengths of space.
Fear not - New Sunrise is coming shortly - right after the last, pathetic
commercial break.
Then I'll go marry
the last immaculate rose.